20 marca 2014

16 marca 2014

Ogmore



     Uwaga, będzie anegdota. A raczej przestroga. Ale proszę o wyobrażenie sobie miękkiego głosu, który opowiada tę nieistotną rzecz...
     Walijczyk to spokojny człowiek. Lubi herbatę, sprząta po swoim psie, mieszka w małym domku. Możesz nazwać go jak chcesz, nie zareaguje na żadne wyzwisko. Ale nigdy nie nazywaj go "kozojebcą". Dlaczego? Kiedyś, dawno temu, kozy były głównym dochodem w Walii. Teraz również brykają po łąkach, lecz są niczym w porównaniu z wielkimi korporacjami. W związku z tym, że kobiet w czasach średniowiecza na tamtych ziemiach było mało, a kóz dużo, mężczyźni dawali upust swoim rządzom zabawiając się z mlekodajnymi istotami.
     I nie, to nie są ploty.
 
Ogmore- wieś na terenie Walii. Bogata w przepiękne widoki, klify oraz plaże.













Morsy!
 
 
Podobno przy jednym z takich punktów widokowych stoi tabliczka z napisem:
"Zanim skoczysz, zadzwoń do nas!"

Zdjęcia: pozasceną
 
 
W tym roku nie było już tak ciepło...

Z bratem Pawłem.
 



8 marca 2014

Good morning, welcome to the... Cymru?


     Ktoś rzuca hasło "Walia". Co myślimy? Małe, w Wielkiej Brytanii, dużo zamków. I ci dziwni ludzie, z tym dziwnym językiem. No i w sumie o dużo się nie pomylilyśmy. Z tą różnicą, że w realnym obrazie Walii musimy usunąć tę dozę niechęci. Bo Cymru ma swój dziwny, specyficzny język, przepełniony jest średniowiecznymi zabytkami i fakt, jest mały. Ale przy tym wszystkim jest uroczy, barwny i... jeszcze bardziej deszczowy niż Anglia!

Walijskie ogrody, gdzieś między Brynną a Cardiff:














 


 
 
 
 


 
 
Typowy, walijski zamek:

 




 
Wanna taka jak u nas.
 
 
Średniowieczny... sedes.
 
 
 
 National Museum Cardiff. Największą furorę robił ruszający się mamut: